1.12.2016

Nocne łzy

Po policzku powoli sunie łza.
Strach spod rzęs wypełza.
W głowie myśli tysiąc
Kłębi się jak co noc.

Pierś rozsadzają emocje,
Osobowość zżerają ambicje,
Które kłębią się w głowie
Myśli wypierając, jakby w zmowie
Były od wieków by niszczyć,
psuć umysły, męczyć.

Usta zaciśnięte,
Ubrania wymięte.

Czemu wciąż płaczesz?
Nie wiesz.
Czemu się poddajesz?
Nie wiesz.

Wilgotne ślady na policzkach,
Toniesz w swoich łzach.
W środku nocy wiersz
- to emocji gwarny wymarsz.

12.10.2016

Śpiąca królewna

Przez lata zaklęta
Śpi ta panienka
Lico z porcelany
W dłoni kwiat rumiany

Urocza laleczka
Słodka zabaweczka
A pod suknię spójrz
Tam jest złoty nóż

Słodki uśmiech
Z płuc zabiera dech
Noż przeciął brew
Broczy na suknię krew



Ten wiersz znalazł się już na pewnym forum,
ale w jakimś stopniu mam do niego sentyment
i postanowiłam właśnie z nim tu wrócić.

12.02.2016

Sumienie?

Oplata
Owija
Więzi

Oddech urwany
Nie wiesz co robić
Uciekasz w panice
Zacierając ślady

Dotyka
Odpycha
Więzi

Gubisz się
Brnąc przez życie
Jak szaleniec
Szukając siebie

Prowadzi
Zostawia
Więzi

Mętlik w głowie
Zero skupienia
Pragnienie
By nie było pragnienia

Zabija

6.02.2016

Kosmiczna iskra

Między palcami
Iskra przeskakuje

Elektryzujące spojrzenie
Magnetyczne usta
Napięcie w powietrzu

Odkrywasz na nowo
Każdy zakamarek
Liczysz piegi
Niczym gwiazdy na niebie

A potem pustka
Ściskasz czarny kamień w dłoni 
Ułamek Twojego kosmosu
Zamknięty w kamieniu
Twoim meteorycie

__________
Wiersz inspirowany powieścią Oddam ci słońce Jandy Nelson.

5.02.2016

Zagubiona

Jak fragmenty układanki
Której część poniósł wiatr
Nie mogę znaleźć sobie miejsca
Wchodzę w obłąkany tan

Daję się nieść prądowi
Nieistniejącego rwącego potoku
Niesie mnie od nieznanego źródła
Do ujścia którego nie ma


Leżąc latam
Chodząc skaczę
Siedząc pływam
Śpiąc marzę

Drobinki mnie lecą w przestworza
Nie złapię ich już nigdy
Zostawiam pył mnie na ludziach
Których nie spotkam nigdy


24.11.2015

Sztuka tracenia

Elizabeth Bishop
Ta jedna sztuka
tłum. Stanisław Barańczak

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz – wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.


Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj – blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta – ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

___________
Tak z okazji tego, że chyba dziś maturzyści pisali próbną maturę z polskiego - wiersz, który znalazł się na mojej i który z tej racji miałam okazję interpretować. Ale proszę, nie każcie mi robić tego kolejny raz...

23.11.2015

Przemijanie

Przez palce przemyka
Na oślep wciąż gna
Jak szalony umyka
Wytchnienia nie zna

Szukasz spokoju
Chwili ciszy śród zamieci
Życie cię przytłacza
Owija w kokon
Nie znasz wyjścia

Przez palce przemyka
Na oślep wciąż gna
Jak szalony umyka
Wytchnienia nie zna

Czerń cię otacza
Już dusi
Przyciska do dna
Lecz czas wciąż pędzi
Kręcisz się z nim

Przez palce przemyka
Na oślep wciąż gna
Jak szalony umyka
Wytchnienia nie zna

Niczym niewolnik swych dni
Brniesz wciąż do przodu
Cofając się w mig
Nie dotrzesz do celu
Bo tam jest kres

Przez palce przemyka
Na oślep wciąż gna
Jak szalony umyka
Wytchnienia nie zna

23.04.2015

***

pamięci M. J.
♪♫

Człowiek złamany.
Od lat tuła się
po świecie bez celu.

Szuka czegoś,
co znów obudzi go
do prawdziwego życia.

Krąży, szuka ratunku.
Bo bez celu
nie widzi życia.

Czuje więcej,
myśli więcej,
błądzi więcej.

Jego wrażliwość
niepojęta dla ludzi.

Miłość zwodnicza
uskrzydla, unosi,
daje fałszywe nadzieje.

Ale coś wciąż się psuje
choć uśmiech twarz zdobi.
Nikt nie wie co.

Gdzieś wewnątrz
coś uwiera,
przeszkadza żyć.

Jedna decyzja.
Wiele łez.

6.04.2015

Umrzeć

Ujrzane w telewizji wiadomości, 
Mieszkanie wypełnione głosem spikera.
Rzeczy niebywałe. Iskrami strachu
Zmroziło wszystkich, wszystko cichnie,
Ekran gaśnie z cichym jękiem.
Ćma tylko lata wkoło.


5.04.2015

Tinka #1

Opowiadanie odkopane.
Z góry przepraszam za błędy itp.
Nie odytowałam ze względów typowo wspomnieniowych.


Część pierwsza

Kartka miękko wylądowała na tafli wody. Przez chwilę dryfowała po powierzchni stawu, lecz już po chwili nie było po niej śladu. „Koniec. To już koniec!” - pomyślała Tina. Sama nie wiedziała, czy się cieszy, czy smuci z powodu końca jej dotychczasowego życia. Przed oczami stanęły jej obrazy sielankowego życia (uśmiechnięta mama w szlafroku, przygotowująca kawę dla taty, czytającego gazetę i przepytującego Tinę z angielskich czasowników…). Jednak od półtora roku ani razu nie widziała mamy uśmiechniętej, ani taty czytającego gazetę, a jej samej nikt już nie przepytywał z angielskiego… Równą taflę wody zaburzyły dwie wielkie łzy. „Nie! Ja nigdy nie płaczę!” - skrzywiła się z niesmakiem dziewczyna. Energicznym ruchem wstała z trawy i chwyciła torbę. Sama nie wiedząc, dokąd, szła pewnie przed siebie. „Jestem niezależna. Nikogo nie potrzebuję!” - powtarzała sobie przy każdym kroku.

28.02.2015

Szelest

Szelest.
     Jest pewna, że coś słyszała. Obraca się nerwowo, wokół niej zdaje się być tylko znajoma, nieprzenikniona i spokojna ciemność. Otula ją, próbuje uspokoić, ukoić zmysły. Ona jednak czuje się osaczona, uciskana, otoczona, jakby nie miała możliwości ruchu. Jakby ktoś ją stale obserwował.

Szelest.
     Serce szaleńczo tłucze się w jej piersi niczym uwięziony w klatce ptak. Coraz ciężej jej oddychać. Łapie powietrze ze świstem, nerwowo. Obraca się, wciąż jednak wokoło czai się tylko ciemność.


Szelest.
     Sama szura butami po chodniku. Próbuje zagłuszyć te przerażające szelesty wokół. Jest tu przecież sama. Sama. Nie może być tu nikogo więcej.

Cisza.
    I kilka kropli szkarłatnej krwi. Ktoś tu jednak był. Nie była sama.

26.02.2015

Jak można?

Marian Hemar
Przekleństwo inteligencji

Rzecz w tym właśnie – że można i tak
I siak można i także na wspak.
Tędy można, tamtędy, jak chcesz.
I tak samo: i przeciwnie też.
I tu można i nie tu i tam
I gdzie indziej – jak uważasz sam.
Można prosto i w górę i w dół.
Na całego i można przez pół.

I dlatego, bo widzisz i wiesz,
Że tak można i na opak też,
Że tak samo i tutaj i tam
I po środku  – jak wybierzesz sam,
I że można  i w górę i w dół,
Na całego i także na wpół
I dokoła i naprzód i wstecz –
Z tego potem się bierze ta rzecz:

Że już wcale nie można. Ni tak,
Ani siak, ani owak, ni wspak,
Ani w głąb już nie można, ni wszerz,
Tu nie można, tam nie można też,
Ani w górę, ni w dół, ani w przód,
Ani wprost, ni na przełaj, ni w bród,
Ani w bok, ni na przekór, ni wstecz –
Jakżeż  t r z e b a?

                                A właśnie: w tym rzecz.

___________________
Jeden z moich ukochanych wierszy, grzejących miejsce w moim serduszku od dawna.

25.02.2015

Nowy Rok na Thisby

Na Thisby niczego nie celebrowano tak hucznie jak Wyścigu Skorpiona. Żadnego innego święta nie wyczekiwano z taką niecierpliwością, żaden dzień w roku nie był tak szczególnie obchodzony. Do niczego nie przygotowywano się tak starannie. Boże Narodzenie, Sylwester, Walentynki, Dzień Dziękczynienia… Wszystko to świętowano w domowych zaciszach. Jedynie listopadowy czas kiedy each uisce ożywały, sprawiał, że i mieszkańcy garnęli się bardziej do życia w grupie – nie wiadomo przecież było, czy w tym trudnym czasie nie przyjdzie się z kimś pożegnać. A jak wiadomo, konie wodne były bezlitosne.

18.02.2015

Idę

Idę.
Idę przez puste ulice
Cichego, uśpionego miasta.
Mojego miasta.
Miejsca pełnego serc.


Cisza.
Towarzyszy mi tylko cisza.
Ciche szuranie butów o chodnik.
Skrzyp śniegu,
Bo jest zima.




Psy.
Tylko one psują nienaruszalną
Ciszę zimowej ciszy,
Ciszę serc nieczułych, uśpionych.


Przyjaciel.
Tylko one towarzyszą mi w wędrówce.
Ich nieustanne ujadanie,
Wykrzywiony krzyk.


Najlepszy przyjaciel człowieka?

Idę.

12.02.2015

Mistrzowska ironia o życiu

Wisława Szymborska
Buffo

Najpierw minie nasza miłość,
potem sto i dwieście lat,
potem znów będziemy razem:

komediantka i komediant,
ulubieńcy publiczności,
odegrają nas w teatrze.

Mała farsa z kupletami,
trochę słońca, dużo śmiechu,
trafny rys obyczajowy
I oklaski.

Będziesz śmieszny nieodparcie
na tej scenie, z tą zazdrością,
w tym krawacie.

Moja głowa zawrócona,
moje serce i korona,
głupie serce pękające
i korona spadająca.

Będziemy się spotykali,
rozstawali, śmiech na sali,
siedem rzek, siedem gór
między sobą obmyślali.
I jakby nam było mało
Rzeczywistych klęsk i cierpień
- dobijemy się słowami.

A potem się pokłonimy
i to będzie farsy kres.
Spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez.

Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.

A my wiecznie jacyś tacy,
a my w czapkach z dzwoneczkami,
w ich dzwonienie barbarzyńsko
zasłuchani.

_____________________________________
Ten wiersz ma w sobie tyle cudownej ironii i czystej prawdy o życiu...
Kocham, wielbię, ubóstwiam.
Szymborska ♥

10.02.2015

***

Niespokojny oddech
Łzy już schną na rzęsach
Blask oczu niknie


Żywe obrazy przeżywa na nowo
Wspomnienie dzieciństwa 
Śpiewu ptaków 
Zwykłej czerwonej zjeżdżalni



Oddala się 
Zbliża ku niewiadomej
Parę tajemniczych kropli
Topi chłodną biel


Już nic nie czuje
Nie tęskni


Gaśnie

Ale wciąż płonie
Ogień w jej sercu
Coraz ciszej bijącym


Ginie

W cieniu zapomnienia
Samotna
Lecz wciąż nie sama

8.02.2015

Ogień

To będzie koniec

Ogień wszystko trawi
Oczyszcza
Niszczy
Pali

Płomienie cicho liżą
Czekają u twych stóp
Oddaj się im
Zaufaj

To będzie koniec

Może to pozwoli zapomnieć
Wyzwoli umysł
Duszę
I ciało

Odnajdziesz siebie
Ja ciebie
Będziemy szczęśliwi
Zobaczysz

Koniec

W ciemnych oczach błysk
Płomień przymila się do skóry
Słodki odór palonych włosów
I nikniesz

Koniec

Znikniesz
Wyzwolisz się

Koniec

***

Krocząc w ciemnościach
Nie widzimy mroku
Własnych serc

Pędząc przez burze
Nie czujemy
Wiatru łez

Mijając się
Nie dostrzegamy
Nas

Ból jednoczy
Ból dzieli

Jesteś daleko
Ale wciąż widzę
Twój wzrok

Nie ma cię
A ja wciąż czuję
Twój dotyk

Odszedłeś
Ale ja wciąż znam
Twój zapach

Patrz
Czuj
Bądź

6.02.2015

Moje życie to nie bajka.

Moje życie to nie bajka.

Żadna wróżka chrzestna jakoś nigdy nie wyskoczyła na mnie ze ściany, by oznajmić, że przemieni moje otoczenie. Żaden książę nawet nie planował zsiąść z konia tuż przede mną tylko po to, by poprosić mnie o rękę. Nikt nigdy nie zamknął mnie w wieży pilnowanej przez smoka czy inne tajemnicze stworzenie, tak naprawdę rzadko kiedy ktoś się mną przejmował, a drzwi w domu były pozbawione zamka. Nie ukułam się kołowrotkiem w naste urodziny i nie zapadłam w sen, z którego mógłby mnie obudzić tylko szczery pocałunek. Skoro o tym mowa, nigdy nie próbowałam całować żab, by sprawdzić, czy któraś z nich nie jest księciem. Umiem spać na worku grochu, pojedyncze ziarnko nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Tak naprawdę nigdy nie śniłam o idealnym życiu księżniczki, wszystkich przepięknych sukniach, błyszczącej biżuterii czy służących. Zwłaszcza o tych ostatnich. Wiedziałam, na co są skazywani w pałacu, jak ciężką pracę wykonują i jak rzadko mogą usłyszeć zwykłe ludzkie „dziękuję”. Naprawdę, czasem nie trzeba nic więcej niż te proste słowo. Chciałam im pomóc.

4.02.2015

Czerwony kto? #1


     W małym miasteczku, gdzieś na północy Krainy Baśni, w końcu spadł śnieg. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, zwłaszcza w tej części bajowego świata, gdyby nie fakt, że białego puchu nie widziano tu już od kilku lat. Drzewa okryły się delikatną pierzynką, krzaki otuliły śnieżnymi płaszczami, śnieżynki wirowały w powietrzu, nadając okolicy niezwykle magicznej atmosfery.